Dziewczyna długo nie nalegała, zniknęli w jednej z chat. Westchnąłem głęboko gapiąc się w ogień. Zawiał chłodny wiatr, na szczęście mój strój był na tyle ciepły, że nie było mi zimno. W dodatku to ognisko.
***
Wróciliśmy dopiero przed południem, zauważyłem, że są u nich strażnicy. Widząc, jak jeden napiera na Elise swoim ciałem, od razu do nich podjechałem, odepchnąłem go od niej.
- No proszę, jesteś. - uśmiechnął się złośliwie.
- Zostaw ją, zostawcie ich. - warknąłem.
- Aaron jak zwykle zgrywa bohatera. - parsknął śmiechem.
- Coś ci powiem, zgarnij rodzinkę [strażników] i wypierdalaj. - prychnąłem popychając go tak, że upadł.
Spojrzał na mnie z furią w oczach.
- Brać go! - wydarł się.
Wyciągnąłem z pochwy swój miecz i wsiadłem na grzbiet swojego konia.
- Przepraszam... - powiedziałem do wszystkich po czym popędziłem konia przed siebie, strażnicy ruszyli za mną, zgubiłem ich głęboko w lesie.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz