- Aaron! - usłyszałem nagle znajomy głos, który dźwięczał mi w uszach. Starsza kobieta podeszła do mnie, od razu ją poznałem. Uśmiechnąłem się pod nosem i zszedłem z grzbietu konia.
- Bunia. - uśmiechnąłem się (tak ją nazywałem) pocałowałem jej dłoń a ona uśmiechnęła się promiennie.
- Co ty tu robisz chłopcze? Już późno i niebezpiecznie. - przejechała dłonią po moim ramieniu.
- To trochę... skomplikowane. Nie mogę już wrócić do zamku. - wydukałem lekko zawstydzony.
Ta pokiwała głową, jakby zrozumiała.
- Prześpisz się u nas, później zobaczymy. - stwierdziła.
Nie byłem pewien, było mi trochę głupio. Przyjeżdżam nie wiadomo skąd i jeszcze się wpraszam... chwyciłem wodze konia i ruszyłem za nią. Przedstawiła mnie wszystkim, przeprosiła że musi iść, ale jest już zmęczona, zniknęła w jednej z chat.
- Trzeba będzie pomyśleć, gdzie będziesz spał... - jeden z mężczyzn przejechał dłonią po brodzie.
- Nie będę robił problemu, prześpię się przy ognisku. Noc piękna i ciepła. - stwierdziłem.
- No dobrze. - skinął głową i wszedł do swojego domu.
Został tylko jakiś dziadek który piorunował mnie wzrokiem i jakaś dziewczyna. Pff... nie jakaś... prześliczna dziewczyna. Usiadłem koło niej.
- Jestem Aaron. - przedstawiłem się, wyciągając w jej stronę dłoń.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz